Dilerzy, nie tylko uliczni

Nikotynizm wydaje się rozpoznaną plagą ludzkości. Przynajmniej w świadomości społecznej. Większość z nas kojarzy ten nałóg z ryzykiem chorób układu oddechowego, w tym również nowotworów. Oraz z ryzykiem uzależnienia. Mówimy potocznie – nałogowy palacz. I to co wydaje się tak oczywiste w obliczu faktów i zjawisk obserwowanych na co dzień, wcale nie musi być tak oczywiste z punktu widzenia stanowiących prawo czy dopuszczających do obrotu produkty nikotynowe.

 

Znana jest batalia prawna stoczona w tym zakresie w USA w latach dziewięćdziesiątych.


Poszło o pytanie, czy koncerny zdawały sobie sprawę z faktu, że nikotyna uzależnia i wykorzystywały ten fakt, dodając do papierosów substancje nasilające jej działanie, wzmacniając efekt uzależnienia od nikotyny u palących. Przed sądem prezesi zaprzeczali, że mieli świadomość tego faktu i dopiero zeznania jednego z nich zmusiły koncerny do ugody.


Zainteresowanych szczegółami odsyłam do filmu „Informator”, ze świetnymi rolami Ala Pacino i Russela Crowe .


To co jest jasne dla ogółu nie musi być tak jasne dla tych, którzy czerpią z tego zyski!


Przykład koncernów nikotynowych uczy nas jednego – tam gdzie w grę wchodzą gigantyczne zyski, moralność zmienia swoje oblicze. Ta reguła dotyczy też rządów państw. I wszystkich produktów, gdzie państwo rości sobie prawo do objęcia ich monopolem! Alkohol – to kolejny przykład. Oczywiście raz na jakiś czas usłyszymy w ustach polityków szumne zapowiedzi o walce z alkoholizmem i jej skutkami np. spowodowanymi pijanymi kierowcami.

 

Nagłaśnia się akcje obławy na nich – do momentu, gdy temat przestanie być dyżurny. A alkohol w dalszym ciągu będzie dostępny w najbliższym sklepie. W końcu państwo, wzorem koncernów tytoniowych, nie zrezygnuje z gigantycznych zysków. Nawet kosztem ofiar pijanych kierowców! A statystyka jest nieubłagana.

 

Bez względu na to jakie zostaną podjęte kroki – zawsze przy swobodzie dostępu do alkoholu i bez odpowiedniej kultury picia charakterystycznej dla naszego narodu – ofiary będą. A nasz rząd nic z tym nie zrobi – co najwyżej podniesie akcyzę na alkohol poszukując dodatkowych wpływów.

 


Widzicie tu jakąkolwiek różnicę w stosunku do działania wspomnianych koncernów nikotynowych ? No może taką, że koncerny musiały ugiąć się pod pod naporem opinii publicznej i sądów i zapłacić rządom federalnym w USA ponad dwustu miliardowe odszkodowanie na leczenie skutków nikotynizmu. Za leczenie skutków alkoholizmu – płacą wszyscy podatnicy!


Dlaczego o tym wspominam – to proste. Popatrzcie na koncerny spożywcze, które faszerują swoje produkty cukrem prowadząc do epidemii otyłości, cukrzycy i innych chorób cywilizacyjnych. Czy ich działaniom jest w stanie zagrozić jakakolwiek bariera???


Oczywiście nie. Dopóki długi łańcuch pokarmowy w postaci firm, agencji reklamowych, lobbystów, mediów, ekspertów i polityków będzie w to zaangażowany, możemy liczyć, że ich działalność będzie bezkarna! Będą nas skutecznie przekonywać do swoich produktów, uzależniając nas od nich, ostateczny rachunek i tak zapłacimy wszyscy – w końcu codziennie słyszymy, o rosnących kosztach opieki medycznej w naszym kraju.

 

A pewnie do tej pory nikt nie ma nawet pojęcia, jaki jest procent obciążenia służby zdrowia leczeniem powikłań wynikających z długoterminowych następstw nieodpowiedniej diety poddanej dyktatom koncernów spożywczych ? W końcu ważniejsze są akcje o łatwiejszym poklasku społecznym!

 

Co pozostaje nam konsumentom? Zdrowy rozsądek! I ŚWIADOMOŚĆ, która, jeżeli będzie nam towarzyszyć przy wrzucania do koszyka kolejnego produktu, pozwoli nam szybko ocenić , analizując jego skład, czy nie jest to kolejna cukrowa pułapka, która ma nas od niego uzależnić!!!!


I w takim szerokim odzewie społecznym manifestującym się w przejściu na produkty bezcukrowe widzę większą szansę na profilaktykę zdrowia Polaków niż w działaniach edukacyjnych podmiotów odpowiedzialnych za politykę zdrowotna w naszym kraju!

 

Jarosław Szulc