Fruktoza a perpetuum mobile przemysłu spożywczego

Sprawa perpetuum mobile, czyli maszyny, która sama się napędza i nie potrzebuje energii z zewnątrz, zaprząta umysły naukowców i konstruktorów co najmniej już od czasów średniowiecza.  Nawet Leonardo da Vinci próbował znaleźć metodę na przechytrzenie praw fizyki, o czym świadczą pozostawione przez niego szkice takich maszyn.

 

To, co nie udało się wielkim umysłom odrodzenia, z pewnością dzisiaj udaje się specom od marketingu spożywczego. I to za pomocą jednego prostego cukru – fruktozy! Nie wierzycie? To prześledźmy wspólnie, jak może działać takie współczesne spożywcze perpetuum mobile.

 

Słodycz lubimy, o tym już wiemy.  Kojarzymy ją z cukrem, czyli sacharozą. Na skali słodkości odpowiada ona punktacji 100. Sama glukoza, zawarta w sacharozie – jest już mniej słodka – na tej samej skali to tylko 74 punkty. A fruktoza – drugi składnik sacharozy – nie bagatela – osiąga wynik 173. To już uzasadnia zainteresowanie przemysłu – mamy słodki wabik, co więcej dużo tańszy w produkcji od cukru – bo można go otrzymać jako syrop fruktozowo-glukozowy z kukurydzy.

 

Nic tylko dodawać bez oporów do wszystkiego. Musimy zrobić tu małą dygresję – glukoza – jako nasz naturalny substrat energetyczny - wchodzi w szlak przemian energetycznych, a jej nadmiar jest magazynowany w wątrobie w postaci glikogenu. Jednym słowem organizm radzi sobie z glukoza nie najgorzej. Co więcej w chwili, gdy pojawia się we krwi, włączają się elementy zarzadzania naszą gospodarka węglowodanową – wydziela się insulina powodując wprowadzenie jej do komórek, układ leptyno-grelinowy hamuje nasze uczucie głodu, ograniczmy więc ilość pokarmu . Sprawnie działający system, który utrzymuje nas w metabolicznej równowadze! Co się stanie jeśli w naszej diecie węglowodanowej zacznie dominować fruktoza – o tu już nie jest tak łatwo.


Fruktoza dla organizmu nie jest tak ważna jak glukoza – tylko jej część jest przetwarzana w wątrobie do glikogenu, z resztą organizm musi coś zrobić – nie jest to bowiem jego ulubiony cukier. Część zamienia na kwas moczowy i wydala z moczem. To nie wystarcza. Reszta przetwarzana jest w cyklu przemian na kwasy tłuszczowe. I to nawet do 30% spożytej fruktozy zamienia się w tłuszcz. Rośnie poziom wolnych kwasów tłuszczowych we krwi, trójglicerydów i niekorzystnej frakcji lipoprotein o małej gęstości ( vLDL).

 

 

Fruktoza dodatkowo nie osłabia uczucia głodu – gdyż nie hamuje wydzielania greliny, więc organizm nie dostaje sygnału stop! I jesz dalej!!! Cała ta sytuacja prowadzi w organizmie  do wielu niekorzystnych następstw – nasila insulinooporność – a to już wstęp do np. cukrzycy, zwiększa ryzyko sercowo-naczyniowe, no i przede wszystkim prowadzi do tycia!!! Co najlepiej widać na przykładzie młodych ludzi w Stanach Zjednoczonych, karmionych napojami i produktami z dużą ilością fruktozy(ocenia się, że odpowiada za kilkanaście procent spożywanych kalorii).

 

Czyli w efekcie spożywania dosładzanych produktów przemysł produkuje otyłych konsumentów. Coś musi z nimi zrobić dalej. Nic prostszego – za tycie obwinimy tłuszcze!


W końcu to z nimi kojarzy nam się otyłość! I w związku z tym zaproponujemy im produkty o obniżonej zawartości tłuszczu! Czyli najpierw wywołamy efekt otyłości, po czym próbujemy za pomocą innych produktów go ograniczyć! Nie mówiąc nic o tym, że za efekt tycia we współczesnym świecie nadmiar spożywanych tłuszczów już nie odpowiada – tylko właśnie fruktoza. No dobrze, najważniejsze, że chłopiec do bicia już jest. Jest tylko mały problem do pokonania – tłuste potrawy nam smakują. To kolejny spadek po przodkach – tłuste pokarmy to sygnał, że mamy dostęp do energii. Czyli jest dobrze!

 

Odtłuszczone mleko czy wędliny to już nie ten sam cymes. Co więc musimy zrobić ? Dodać cukru – w końcu wszystko, co słodkie, też bardzo lubimy. I koło się zamyka – sięgamy po odtłuszczone produkty i ciągle tyjemy. Bo w dalszym ciągu dostarczamy nadmiaru fruktozy. Dodatkowo ostatnio jest znowu coraz głośniej o tym, że brak rozsądku w zarzadzaniu nasza dietą pod kątem ilości i jakości dostarczanych tłuszczy też może się odbijać na naszym zdrowiu –prowadząc na przykład nawet do zaburzeń psychicznych.

 

No dobrze, co z naszym coraz bardziej otyłym konsumentem – zaczyna się niepokoić i szuka porady, gdzie tylko już może. Najprawdopodobniej znajdzie kolejne antidotum przemysłu na swoje problemy – sięgaj po produkty „0” kalorii, z całym dobrodziejstwem innych sztucznych dosładzaczy, o czym już pisaliśmy. I tak dalej… . Po prostu perpetuum mobile – przesadzisz raz z miłością do fruktozy – i sam się wpędzasz w to błędne koło!!!

 

No dobrze, ale przecież ta złowroga fruktoza jest też składnikiem naturalnych produktów, chociażby jabłek. I tu jest wielka tajemnica mądrości NATURY – z tak dostarczaną fruktozą organizm radzi sobie dużo lepiej – głównie za sprawą dużej ilości jednocześnie spożywanego błonnika, który ogranicza wchłanianie fruktozy i szybko uruchamia mechanizmy regulujące uczucie sytości. To co naturalne – działa zdecydowanie zdrowiej i lepiej.  To co oferuje nam przemysł – nie zawsze!


Czy jest zatem naturalne źródło słodyczy podobne do fruktozy bez jej niepotrzebnych efektów?

 

O tym dalej….

 

Jarosław Szulc