Nabici w butelkę

Cukier to kalorie. Kalorie, to nasz wróg – zwłaszcza teraz, w epoce gdzie smukłość jest cnotą. I słusznie.  Wielki Przemysł  zareagował na zmianę naszych preferencji i proponuje w zamian – oczywiście „zero kalorii" w swoich produktach. Czyli w naszych ulubionych napojach pojawiły się nowe wyznaczniki – „zero kalorii". Brzmi dobrze – i przyjmujemy to za dobrą monetę. Czy też aby na pewno  jest to zmiana dobra dla nas????

 

Przecież już wiemy, że jesteśmy uzależnieni od ciągłego pobudzania ośrodka przyjemności pod wpływem bodźców związanych z odczuwaniem słodkiego smaku.


Nic więc nic prostszego, jak wykorzystanie tego mechanizmu i z drugiej strony odcięcie się od cukru, tego jaki wszyscy znamy – w formie cukrów prostych – glukozy czy fruktozy, jak i złożonych – chociażby sacharozy. Czyli – potrzebujemy dosładzaczy, które pod pozorem zmniejszonej zawartości kalorii, zachowają jednak coś, co lubimy – słodkość!

 

I przemysł ma tu swoje propozycje – sztuczne słodziki!!! Znane już od ponad wieku. Historia ich wprowadzania na rynek, to odrębna opowieść. Mogłaby posłużyć za scenariusz sensacyjnego filmu.  Jako pierwsza na rynek amerykański wprowadzona została sacharyna i stało się to pod koniec dziewiętnastego wieku.

 

Od początku dwudziestego wieku firma Monsanto rozpoczęła produkcję sacharyny z przeznaczeniem dla koncernu Coca Cola. W czasach pierwszej i drugiej wojny światowej sacharyna zrobiła ogromną rynkową karierę. I chociaż pojawiły się głosy dotyczące jej wpływu na zdrowie, ba nawet na chwilę zniknęła z rynku, ze względu na duże niedobory cukru w okresie wojen światowych, stała się jego substytutem. W tamtych czasach FDA miała jeszcze liberalne podejście do wprowadzania suplementów diety.

 

Sacharyna nigdy nie została szczegółowo przebadana pod kątem bezpieczeństwa jej stosowania przez człowieka , a po wojnie szybko zastąpiono ją przez kolejną generację sztucznych substancji słodzących. Warto wiedzieć, że pomimo nazwy kojarzącej się z cukrem sacharyna jest pochodną toluenu, półproduktu otrzymywanego w trakcie rafinacji ropy naftowej.


Wlalibyście do herbaty łyżkę węglowodorów aromatycznych dla ich słodkiego smaku w sposób w pełni świadomy?


Co innego niewinnie wyglądające tabletki, prawda??? No tak, ale ciągle sacharynie bliżej było do ropy niż do cukru. I jeżeli dobrze poczytacie składy niektórych produktów, ciągle znajdziecie sacharynę jako dodatek np. w pastach do zębów, czy płynach do płukania jamy ustnej. Przetrwała na rynku kolejne generacje sztucznych słodzików, bo pewnie jako jedyna, nie jest absorbowana przez organizm ludzki i wydala się z niego niemetabolizowana. Pamiętajmy – bliższa krewna ropy naftowej niż cukru!!!


A co z innymi sztucznymi słodzikami?


Tu już nie jest tak łatwo, ich historii wejścia na rynek warto poświęcić niezależny tekst.


Teraz zwróćmy uwagę na prosty fakt – to nie są naturalne substancje tylko najczęściej odkrywane przypadkiem  w trakcie prac badawczych słodkie w smaku związki chemiczne. Pochodne cyklaminianów, czy estrów peptydowych. Ich wspólna cechą jest słodki smak, mniejsza kaloryczność i oczywiście łatwość syntezy chemicznej.

 

Przemysł zawładnął nimi od razu. I zrobił z nich wielomiliardowy biznes. Co a tym idzie, przymykał oko na wszystko, co mogłoby temu imperium zagrozić. A kwestie bezpieczeństwa dla człowieka tych sztucznych, czyli niespożywanych przez nas w naturze substancji , pozostają do dziś kontrowersyjne.


Aspartam – oskarżany w latach 70 o niewłaściwą staranność w badaniach tej substancji, został przywrócony do łask za sprawą politycznych wpływów. Dziś wciąż nie milkną głosy przeciwników wskazujących na ryzyko nowotworów, zjawisko ekscytoksyczności, które może wywoływać itd., itp.


Do mnie przemawia kolejny prosty argument – spożywalibyście świadomie substancję wiedząc, że 10% ze spożytej ilości dostaje się do organizmu w postaci metanolu? Tak,tak! Aspartam zawiera estry metylowe i właśnie część z nich jest absorbowana przez nasz organizm w postaci metanolu. Oczywiście nie jest moją rolą, aby rozsądzać. Jest dla nas zdrowy, czy nie! Dla mnie ważny jest mechanizm – skoro wiemy, że jesteśmy podatni na łatwe uzależnienie od słodyczy i nie chcemy tyć z nadmiaru kalorii – wystarczy nam zaproponować sztuczne słodziki i mamy Was!

 

Będziecie z przyjemnością sięgać po kolejną puszkę ( o zgrozo aluminiową) Waszego ulubionego napoju, ale nie tylko. Pasta do zębów, guma do żucia, kremy do ciast etc, etc, etc. Wszędzie tam, gdzie można Was przekonać słodkim smakiem i zaakcentować zerokaloryczność – dostaniecie na tacy cały zestaw sztucznych słodzików!!!! Nie wierzycie – spojrzyjcie na etykietę na waszej butelce”zero kalorii” i poszukajcie takich nazw, jak: cyklaminian, aspartam, acesulfam, sucraloza czy neotam. Same nazwy mówią za siebie.

 

A czy nie można byłoby ich zastąpić naturalnymi słodzikami – może przyjść Wam takie pytanie. To nie jest takie proste – naturalne substancje występujące w przyrodzie trudno opatentować – a w końcu tu bije źródło biznesu! O tym dalej….

 

Jarosław Szulc